• budynek2.png
  • IMG_3379.JPG
  • klasa.jpg
  • rpa.png
  • rpab1.png
  • rpab2.png

Poniedziałek, 19 września 2016 r., godz. 13:45 - pod szkołą zbiera się grupa rządnych przygód podróżników - 18 uczniów LOTE, gościnnie dwie uczennice z Katowic (najbieglejsze z francuskiego) + 3 opiekunów. 14:00 (lub nieco po 14:00) - pakujemy wszelkie bagaże oraz samych siebie do autobusu, żegnamy się z rodzicami i kolegami (którzy w tym czasie oczekują na kolejną lekcję) i wyruszamy w osiemnastogodzinną wyprawę ku zachwycającym wybrzeżom Morza Śródziemnego.

W trakcie podróży mamy wystarczająco dużo czasu na zintegrowanie się z osobami, z którymi, jak nam się wcześniej wydawało, byliśmy zintegrowani wystarczająco. Jednak przede wszystkim śpimy. O 06:00 budzi nas włoska atmosfera pięknego Livorno. I już nie w głowie nam sen, gdyż ze zniecierpliwieniem czekamy na upragniony rejs promem. W końcu wypływamy na morze! Co za emocje - część osób je, część osób czyta, część osób rozmawia i znaczna mniejszość śpi, ale niezaprzeczalnie wszyscy podziwiają widoki i rozkoszują się głębią intensywnego odcieniu granatu, jakim przesycona jest opływająca nas zewsząd morska woda. Boska pogoda, wygodny leżak, kąpiel słoneczna - czego chcieć więcej od życia? Po 3 godzinach dopływamy do Bastii. Pomyśleć, że to dopiero początek...
 

Wtorek

Korsyka? Korsyka! Prom zatrzymuje się, wychodzimy na ląd. Pierwszy widok, jaki ukazuje się naszym oczom, to rząd rozłożystych żywo zielonych palm. Bastia zachwyca. Szczególnie te odrapane kamienice z kolorowymi okiennicami. Śródziemnomorski styl to zdecydowanie nasza bajka. Wybieramy się na spacer, robimy zdjęcia, chłoniemy miejscową atmosferę. A potem czas wolny - czas na zadumę, relaks i... jedzenie (jakżeby inaczej). Idziemy kosztować francuskich smaków! (Tarta Cztery Sery godna polecenia). Po kilkugodzinnym pobycie w urokliwej Bastii, ponownie wsiadamy do autobusu i pędzimy do L'Ile - Rousse - miasteczka, gdzie znajduje się korsykańska szkoła partnerska. Koło 17:00 gorąco witamy się z naszymi francuskimi przyjaciółmi i rozjeżdżamy się do domów swoich gospodarzy. To był naprawdę dobry dzień.
 

Środa

06:00 - budzik. Pierwsza myśl po gwałtownym przebudzeniu - "Gdzie ja jestem?!". Wierzcie mi lub nie, odpowiedź: "Na Korsyce" przynosi olbrzymią ulgę. 2 godziny później stoimy pod szkołą i czekamy na resztę grupy. Wybieramy się do Corté - miasteczka uniwersyteckiego.

Na miejscu, w naturalnym środowisku studentów (bo na uniwersytecie właśnie) natykamy się na 2 przeurocze korsykańskie studentki prawa, których dobrotliwość funduje nam zwiedzanie (w pigułce) otchłani Université de Corse Pasquale Paoli. Dziewczyny dużo opowiadają (po francusku rzecz oczywista), jednak nasze francuskie zbawienie pod postacią uczennic z Katowic objawia się tłumaczeniem wypowiedzi studentek CO DO JEDNEGO SŁOWA. Następnie kierujemy się w stronę nowocześnie urządzonej, niezwykle sympatycznej biblioteki, stanowiącej perfekcyjnie miejsce do nauki. Po nawdychaniu się książkowej woni, zmierzamy do Muzeum Korsyki - Musée de la Corse. Zanim jednak tam docieramy, zostajemy poddani próbie. Próbie naszej kondycji. Otóż podczas wspinania się po wysokich, stromych schodach, zapominamy o wcześniejszych komplementach rzucanych w kierunku tych pięknych górzystych krajobrazów. Buntownicy próbują wchodzić na czworaka. Kończy się to bólem głowy ofiarowanym przez metalową barierkę. WRESZCIE docieramy na górę! Zwiedzamy specyficzne muzeum, a następnie schodząc fantastycznymi uliczkami miasta, idziemy do autobusu. Dojeżdżamy do L'Ile - Rousse, wysiadamy w centrum i otrzymujemy czas wolny na rozejrzenie się po miasteczku. Niektórzy desperaci spragnieni morskiej wody i piasku lądują na plaży. Wśród nich znajduje się dwóch rzezimieszków zdesperowanych do tego stopnia, że mimo kategorycznych zakazów morskiej kąpieli, przebierają się w kąpielówki i rządni ochłody wskakują do wody. Koło 16:00 zaskakuje nas chaotyczna zmiana pogody, która nie ma szans na popsucie naszej pogody ducha. Uliczki zamieniają się w koryta rzeczne, a my biegniemy przemoczeni do suchej nitki do autobusu, jedziemy pod szkołę, by później rozjechać się do domów naszych gospodarzy.
 

Czwartek

Piękny dzień, piękna pogoda, piękna Korsyka. 08:00 - zbiórka pod szkołą. Jedziemy z częścią Korsykanów na plażę Saleccia. Po drodze rozkoszujemy się przesyconymi zielenią krajobrazami. Docieramy do portu w Saint - Florent i wsiadamy na statek. Wiatr we włosach, słońce na skórze, fale na morzu, choroba morska. Po 30 minutach dopływamy do iskrzącego w słońcu lazurowego wybrzeża. Mimo powszechnego oczarowania jesteśmy stanowczo wybredni i podejmujemy ciężką wędrówkę. Doprowadza nas ona do dzikiej, niestrzeżonej, mało zaludnionej plaży. Wszystko, czego pragniemy zawiera się w jednym słowie: "kąpiel". Po intensywnym wypluskaniu się, cali osoleni ruszamy w drogę powrotną. Zmieniamy plażowe otoczenie. Morze jest zimne i równocześnie perfekcyjne wobec panującego skwaru. Mija godzina, wracamy na statek. Po rejsie dostajemy nieco wolnego czasu, który przeznaczamy na zwilżenie spierzchniętych od słońca ust. Wsiadamy do autobusu i kierujemy się w stronę szkoły.
 

Piątek

W piątek budzą nas wpadające przez okna promienie słoneczne. Tradycyjnie o 8:00 spotykamy się pod szkołą naszych francuskich przyjaciół. Wsiadamy do autobusu i jedziemy do Calvi - urokliwego miasteczka nieopodal L'Ile - Rousse, zamieszkiwanego przez niektórych z korsykańskich kolegów. Wybieramy się na spacer. Naszym oczom ukazują się klimatyczne uliczki, wypełnione mnóstwem kawiarenek i restauracji, które już przygotowują się na wieczorne otwarcie, by mogły tętnić życiem do białego rana. Nie brakuje również sklepików z regionalnymi miodami, dżemami i z pachnącymi (dla jednych bardziej, dla innych mniej) długo dojrzewającymi wędlinami. Największy zachwyt wzbudzają piękne okiennice w najróżniejszych kolorach, zdobiące niemalże każdą kamienicę. Część grupy nie może powstrzymać się od zakupienia pamiątek i nic dziwnego - grzechem byłby powrót do Polski z pustymi rękoma. Po dwugodzinnym spacerze udajemy się na długo wyczekiwane kajaki. Ubieramy kamizelki i wypływamy na morze! Wiosłujemy, pływamy, wygłupiamy się, beztrosko spędzamy czas. Po 1,5h zmęczeni rozkładamy się na plaży. Słońce, piasek, krystalicznie czysta woda, ciepły wiatr muskający nasze twarze. Po cudownie spędzonym czasie ponownie wsiadamy do autobusu. Jedziemy do winnicy. Widok licznych rzędów dojrzewających w słońcu winogron, turkusowego morza i szerokiego pasma gór zdecydowanie przypada nam do gustu. Wchodzimy do budynku, gdzie ujawniona zostaje nam tajemnica powstawania tego wspaniałego napoju, jakim jest wino. Następnie przyprowadzeni do fantastycznie ozdobionej i klimatycznej sali, zasiadamy na skórzanych kanapach po czym otrzymujemy kieliszki. Degustujemy "Muscate" - białe, mocno schłodzone, lekko musujące i niezwykle słodkie wino, które przypada do gustu wszystkim. Po skonsumowaniu jeszcze kilku innych wyrobów winiarni (między innymi czarnego nugatu, który okazuje się być twardym orzechem do zgryzienia - dosłownie i w przenośni) udajemy się na zakupy. Wina, miody, dżemy, ciastka i przeróżne inne pyszności lądują w naszych koszykach. Po tym jakże owocnym dniu wracamy do L'Ile - Rousse, gdzie nasi francuscy przyjaciele zabierają nas do swoich domów.
 

Sobota

Niestety, nadszedł ten dzień - dzień odjazdu. Do 13:00 każdy inaczej spędza ostatnie chwile ze swoją korsykańską rodziną. Później spotykamy się nieopodal portu w L'Ile - Rousse. Humory znacznie gorsze niż dnia poprzedniego. Wraz z Francuzami czekamy na prom. Zdążyliśmy się z nimi bardzo zżyć. Nieubłaganie zbliża się czas rozstania, na twarzy uśmiechy pełne wdzięczności, ale jeszcze więcej łez. Trudno nam się pożegnać. Po 15:00 wchodzimy na prom i wypływamy w sześciogodzinny rejs. Koło 22:00 dopływamy do cudownie oświetlonej, luksusowej Nicei i wsiadamy do autobusu. Kierunek - Cieszyn. Niemal wszyscy zasypiają.
 

Niedziela

Budzimy się, wciąż w autobusie.

Przed nami jeszcze kilka godzin podróży. Przemęczeni, przeziębieni po 26 godzinach docieramy do Cieszyna. Ten wyjazd zostanie w naszej pamięci na zawsze. Najprawdziwsze wakacje w roku szkolnym - kto by pomyślał?

Karolina Krajewska, Justyna Bednarczyk