• budynek2.png
  • IMG_3379.JPG
  • klasa.jpg
  • rpa.png
  • rpab1.png
  • rpab2.png

Starujemy

Naszą daleką podróż do Afryki rozpoczęliśmy w niedzielę 26.01.2014 r. o godz.4:15! Z Cieszyna wyruszyliśmy busem do Warszawy i po 6 godzinach jazdy ośnieżonymi drogami (im bliżej Warszawy, tym warunki na drodze były coraz gorsze) dotarliśmy na lotnisko. Po kontroli i odprawie siedzieliśmy już w samolocie do Londynu. Podróż do Wielkiej Brytanii trwała około 2 godzin, a turbulencje podczas lotu dostarczyły nam wiele emocji. Na lotnisku Heathrow w Londynie specjalną kolejką udaliśmy się do terminalu, z którego odlatywał nasz samolot - Boeing 747-400 - zabierając nas w długą i ekscytującą podróż na drugą półkulę, do Kapsztadu.

 

Obejrzyj fotorelację - cz. 1

Na pokładzie tego ogromnego samolotu mieści się ponad 400 pasażerów. Przez 12 godzin lotu cieszyliśmy się opieką stewardess z British Airways, a gorące i bardzo smaczne posiłki oraz oglądane przez nas filmy przyspieszały wskazówki zegara.

 

Dzień 2

27.01.14 r./poniedziałek/ - śniadanie na pokładzie Boeinga podano nam ok.godz.4 rano. Mimo wielu nieprzespanych godzin byliśmy pełni optymizmu, gdyż tuż pod nami pojawiło się słoneczne wybrzeże z charakterystyczną Górą Stołową. Na lotnisku czekali na nas nasi afrykańscy przyjaciele, z którymi zaprzyjaźniliśmy się w czerwcu ubiegłego roku, podczas ich europejskiego tournee i pobytu w LOTE.

Obejrzyj fotorelację - cz. 2

Prosto z lotniska udaliśmy się do Stellenbosch, do naszej partnerskiej szkoły Paul Roos Gymnasium. Tam poznaliśmy historię jednej z najstarszych i najlepszych szkół w RPA. Swoje imię szkoła przyjęła w 1940 roku dla uczczenia Paula Roos'a - wybitnego kapitana drużyny rugby Springboks, jednocześnie długoletniego rektora tej szkoły. Podczas zwiedzania archiwum i muzeum tej prestiżowej placówki poznaliśmy wagę, jaką przykłada się do edukacji młodych dżentelmenów (albowiem szkoła jest męska), dla których sport, a przede wszystkim rugby, jest nieodzownym elementem codzienności. Skrót PRG pochodzi od Paul Roos Gymnasium, ale jest też akronimem wartości wpajanych uczniom: pride, respect, gentelmenship. Przybliżono nam również biografie założycieli szkoły, sławnych absolwentów i postaci, które brały udział w współtworzeniu szkoły.

Po lekcjach mieliśmy czas pospacerować po turystycznym centrum Stellenbosch, gdzie mogliśmy zaspokoić naszą ciekawość i głód (w końcu śniadanie było bardzo wcześnie!).

Po południu rodziny goszczące odebrały nas ze szkoły, co dało nam możliwość skorzystania z długo oczekiwanego "refresh'u". Wieczorem udaliśmy się na plażę, na piknik, gdzie miło spędziliśmy czas. Udało się zrobić kilka ładnych zdjęć i pogawędzić.

Już po pierwszym dniu możemy stwierdzić, że jest to miejsce niezwykłe nie tylko ze względu na bogatą florę i faunę, ale przede wszystkim ze względu na mieszkańców - otwartych i kontaktowych.

 

Dzień 3

Drugi tydzień ferii zimowych zaczął się już na dobre, a tu termometr wskazuje ponad 25 kresek, my zaś zaczynamy swój kolejny dzień w szkole od lekcji języka niemieckiego. Jest pięknie!Już o 7:40 dzwonek oznajmia początek pierwszej lekcji. Podzielono nas na dwie sześcioosobowe grupy, po czym do każdego z nas dosiadł się południowoafrykański kolega lub koleżanka, gdyż pomimo, że jest to męska szkoła, na zajęcia z języka niemieckiego przychodzą także dziewczyny z Rennish Girls' High School. Tak właśnie spędziliśmy pierwsze trzy lekcje, które minęły zadziwiająco szybko.

Obejrzyj fotorelację - cz. 3

Na każdych zajęciach mieliśmy do czynienia z inną klasą. "Pracowaliśmy" zarówno w parach jak i w kilkuosobowych grupach. Było świetnie. Choś rozmawialiśmy w języku niemieckim - obcym dla nas wszystkich, to o dziwo, nie było większych problemów z komunikacją. Po trzeciej lekcji zostaliśmy zaproszeni na plac szkolny, gdzie pomimo ogromnej liczby uczniów otaczających nas (1200), w zadziwiającej ciszy wysłuchaliśmy "apelu" w języku afrikaans. Na koniec wszyscy jednym głosem odśpiewali hymn szkoły. Następnie czekało nas kilka wolnych od zajęć godzin. Nasze opiekunki poszły do pokoju nauczycielskiego, my zaś postanowiliśmy spędzić wolny czas po prostu na odpoczynku w towarzystwie śpiewu ptaków i odgłosach cykad. Inni uznali jednak, że to mało ambitny plan, więc wybrali się na dalsze lekcje, uczestnicząc w zajęciach z języka angielskiego, biologii, a nawet afrikaans. Znaleźli się i tacy, którzy postanowili zwiedzić Stellenbosch. O 14:30 spotkaliśmy się ponownie gotowi do odwiedzin "Dorpmuseum" - to rodzaj skansenu, w skład którego wchodzą 4 domy z lat 1709 -1850. Po drodze pokazano nam charakterystyczne domy, wybudowane przez pierwszych holenderskich osadników, a które mają cechy architektury Cape-Dutch (Holendersko-Przylądkowej). W "Dorpmuseum" przewodniczki ubrane w stroje z epoki opowiadały o życiu pionierów. Pierwsze trzy domy (najstarsze), niegdyś należały do Holendrów, zaś ostatni, czwarty, był własnością angielskich kolonizatorów. Tutaj na ścianach, obok podobizn członków rodziny, wisiał wizerunek królowej Wiktorii, dalej poroża afrykańskich antylop - trofea z dawnych polowań.

Trochę zmęczeni zwiedzaniem udaliśmy się do szkoły, gdzie o 17:00 odebrały nas rodziny goszczące. Wieczór miło spędziliśmy w domach naszych gospodarzy. To był kolejny, bardzo udany dzień.

 

Dzień 4

Środa, 29.01.2014. Dzisiaj uczestniczyliśmy w zajęciach w szkole żeńskiej w Stellenbosch - Blooemhof. Mieliśmy okazję poznać kolejną bardzo tradycyjną i prestiżową placówkę. Cała szkoła zebrała się rano w auli. Kilkaset dziewcząt ćwiczyło sing-songs (forma dopingowania) na międzyszkolne zawody lekkoatletyczne. Pod dowództwem grupki cheerleaderek wszystkie uczennice śpiewały, tańczyły, klaskały, tupały i wznosiły bojowe okrzyki. Byliśmy pod wrażeniem zgrania i zaangażowania dziewcząt. Później udaliśmy się na lekcję matematyki.

Obejrzyj fotorelację - cz. 4

Niestety nie za dużo zrozumieliśmy, gdyż językiem wykładowym w tej szkole jest język afrykanerski. Jednak zauważyliśmy, że nauczycielka prowadzi lekcje z prawdziwą pasją. Zupełnie jak u nas! ;)

Po codziennych porannych lekcjach, około godziny 13 pojechaliśmy do Franschhoek (Francuski Róg) oraz obejrzeć w Paarl Sprachendenkmal, pomnik języka afrykanerskiego (jedyny na świecie pomnik poświęcony językowi). Pogoda była bajkowa, niebieskie bezchmurne niebo i lekki orzeźwiający wiatr. Franschhoek jest miastem, w którym znajduje się pomnik poświęcony pamięci Huguenotów, którzy podczas prześladowań religijnych wyemigrowali z Francji do Afryki. Udaliśmy się także do muzeum poświęconego ich historii. Historia, którą przesiąka to miejsce wywarła na nas ogromne wrażenie. W czasie zwiedzania pilnie rozwiązywaliśmy zadania przygotowane przez panią Conradie, a sprawdzające zdobytą przez nas wiedzę:). Czekamy na nagrody. Następnie pojechaliśmy do Paarl. Ogromny pomnik przedstawia wpływ poszczególnych języków na rozwój języka Afrikaans i kultury. Symbolika jest następująca:
- Clear West - europejskie dziedzictwo tego języka (języki niderlandzki, niemiecki, francuski, angielski, portugalski)
- Magical Africa - wpływy afrykańskie na kształt języka
- Most - most pomiedzy Europą a Afryką
- Afrikaans - język sam w sobie
- Republika - zadeklarowana w 1961 r.
- Malejski język i kultura

Po tradycyjnym grupowym zdjęciu na pomniku, wszyscy wróciliśmy do samochodów i pojechaliśmy do Stellenbosch. To był naprawdę piękny dzień!

 

Dzień 5

30.01.2014 r./czwartek/. Zajęcia w PRG zaczęliśmy wraz z dzwonkiem na drugą lekcję. W trakcie zajęć mieliśmy okazję zaprezentować temat dotyczący niemieckiej muzyki, który już wcześniej dogłębnie poznaliśmy na lekcjach języka niemieckiego w Polsce. Był to projekt w formie Language Questu, p.t. "Deutsprachige Musik. Konzert in unserer Schule. Singt mit uns."

Obejrzyj fotorelację - cz. 5

I faktycznie urządziliśmy koncert, tyle że na drugiej półkuli w PRG. Projekt bardzo sie podobał. Po wspólnym śpiewie udaliśmy się busem do Cape Town, celem zwiedzenia Robben Island. Nasza radość nie trwała długo. Okazało się, że z powodu silnego wiatru rejsy na wyspę zostały odwołane.

Mimo różnych przeciwności nasi niezastąpieni opiekunowie szybko i bezboleśnie wprowadzili w życie plan B! Zabrali nas do "The two Oceans Aquarium", w którym znajdują się morskie zwierzęta oraz rośliny występujące w Oceanie Indyjskim i Atlantyckim. Tutejsza fauna i flora są imponujące i z pewnością godne obejrzenia. Byliśmy świadkami karmienia ryb w ogromnym zbiorniku z rekinami. Widzieliśmy również pingwiny, które mamy nadzieję zobaczyć w naturze, podczas wycieczki na Cape Point. (Przylądek Dobrej Nadzieji). Akwarium zrobiło na nas ogromne wrażenie, gdyż stanęliśmy twarzą w twarz z żarłaczami oraz oko w oko z niesamowitym ogromnym żółwiem morskim . Pierwszą wizytę w Kapsztadzie zakończyliśmy swobodną przechadzką po mieście, podczas której mogliśmy, każdy na własną poznać to piękne miasto.

 

Dzień 6

31 stycznia - piąty dzień naszego pobytu w RPA. Już o poranku można było przewidzieć, że będzie on najcieplejszym z dotychczasowych dni. Tym razem braliśmy udział w czterech lekcjach języka niemieckiego w klasie pani Alet Conradie, ale tylko na jednej z nich poznaliśmy nowych uczniów PRG. Na każdej innej pracowaliśmy już z wcześniej poznanymi kolegami i koleżankami, z którymi komunikujemy się bez problemu.
W południe temperatura osiągnęła 38 C, co było wyzwaniem nawet dla lokalnych mieszkańców Stellenbosch. Około 14 wróciliśmy z naszymi przyjaciółmi do domów, aby zjeść, odświeżyć się i przygotować się na nadchodzący... koncert!

Obejrzyj fotorelację - cz. 6

O 19 na scenę auli weszła grupa Einshochsechs. W jej skład wchodzą młodzi ludzie z Monachium, którzy postanowili tworzyć muzykę, będąca kombinacją dość skrajnych gatunków: hip -hopu oraz muzyki klasycznej. Muzyka wpadała w ucho, a widzowie wiwatowali gromkimi brawami po każdej piosence, czy też niesamowitych solówkach na elektrycznych skrzypcach. Organizacja koncertu przebiegła sprawnie dzięki współpracy PRG oraz Goethe Institut, którego przedstawiciele byli obecni w szkole. Po zakończeniu koncertu udaliśmy się na Vensters 2014 - lokalny festiwal organizowany przez studentów  pierwszego roku Uniwersytetu Stellenbosch należący do najlepszych w kraju, a który gromadzi ponad 4000 młodych ludzi. Tym razem tematem prezentacji przygotowanych przez różne domy studenckie były podróże. Na każdym z nas te przedstawienia wywarły ogromne wrażenie. Późną pora zostaliśmy odebrani przez "host-parents". Teraz czas na dobry sen przed jutrzejszą wyprawa na Cape Point.

 

Dzień 7

1.02.2014 r. Sobotni poranek powitał nas pochmurną pogodą i przelotnym deszczem.  Jak zazwyczaj spotkaliśmy się rano przed szkołą. Zaspani rozsiedliśmy się w autobusie i ruszyliśmy w drogę. Podczas podroży podziwialiśmy piękne widoki roztaczające się za oknem. Naszym pierwszym celem była największa na półkuli południowej szlifiernia kamieni półszlachetnych w Simon’s Town. Po wejściu do środka dostaliśmy małe woreczki, do których mogliśmy pozbierać różnokształtne i kolorowe kamienie. Było ich tam cale mnóstwo! Po owocnych łowach, odwiedziliśmy tamtejszy sklep z pamiątkami. Następnie skierowaliśmy się do kolejnego celu dzisiejszego dnia – przylądków Cape Point i Dobrej Nadziei.

Obejrzyj fotorelację - cz. 7

Przy wjeździe na teren parku narodowego zostaliśmy ostrzeżeni przed atakami tutejszych małp na turystów. Troszeczkę zdziwieni tym faktem dotarliśmy na miejsce. I tu pogoda zrobiła nam niespodziankę. Otoż niebo było bezchmurne i wiał lekki wiaterek. Podbudowani ta milą odmianą wyruszyliśmy w kierunku pierwszego przylądka. Po drodze spotkaliśmy wycieczki z całego świata (nawet z Polski!). Przeprowadziliśmy również mała sesję zdjęciową z turystami z Chin. Po wyczerpującym marszu osiągnęliśmy cel. Radość była ogromna, lecz musieliśmy szybko wracać, aby zdążyć jeszcze na drugi z przylądków. Gdy wróciliśmy do autobusu, pogoda znowu zrobiła nam psikusa – zaczęło padać. Na nasze szczęście nie był to duży deszcz i trwał zaledwie 5 min, potem znów się wypogodziło. W tym czasie mieliśmy przerwę na lunch. Gdy wszyscy już zjedli swoje smakołyki, poszliśmy w stronę drugiego przylądka. Postanowlismy również  zejść z klifu na pobliska plażę. Na zejściu spotkaliśmy małe sympatyczne zwierzątka z wyglądu przypominające świstaki. Następnie pragnąc ochłody popędziliśmy w kierunku majestatycznych fal. Mięliśmy wtedy dużo frajdy. Niestety ta chwila nie trwała wiecznie i musieliśmy iść dalej. Po około 20 min dotarliśmy do celu. Byliśmy z siebie bardzo dumni, ale również poparzeni przez słońce. Gdy emocje juz opadły, autobusem pojechaliśmy do jeszcze jednego miejsca.  Była to plaża, na której przesiadywały małe, zabawne pingwiny. Były one bardzo oswojone z ludźmi i nawet pływały z nimi w oceanie! Po takim dniu pełnym wrażeń należał nam się odpoczynek. Wróciliśmy wiec z powrotem do szkoły, spod której odebrały nas rodziny goszczące. I tak oto dla nas zakończył się ten dzień.

 

Dzień 8

2 luty /niedziela/ rozpoczął się dla nas później niż wszystkie poprzednie dni. Wreszcie byliśmy wyspani i gotowi na wspólny świąteczny dzień z rodzinami! Nasi rodzice zaplanowali dla nas wycieczkę do nadmorskiego miasteczka Hermanus. Miejsce to słynie z wielorybów, które przypływają tam we wrześniu - my nie trafiliśmy z terminem :).

Mogliśmy podziwiać piękne piaszczyste plaże, a z drugiej strony malownicze góry. Po drodze mijaliśmy kilka mniejszych, wakacyjnych miejscowości. W jednej z nich (Betty's Bay) zatrzymaliśmy się, aby pooglądać kolonię pingwinów. Ostatecznie dotarliśmy do celu naszej podróży - miejscowości Hermanus. Tam spotkaliśmy się z innymi rodzinami w restauracji położonej tuż nad oceanem. Wspólnie zjedliśmy lunch, który składał się z owoców morza. Później poszliśmy jeszcze na targ z pamiątkami. Nasi koledzy z RPA pomogli nam w targowaniu się ze sprzedawcami i ostatecznie zadowoleni zakończyliśmy zakupy. Nawet nie zdaliśmy sobie sprawy jak szybko minął czas i trzeba było już wracać. Znajomi, których spotkaliśmy w Hermanus byli już tam od poprzedniego wieczora. Czas spędzali w domku nad oceanem, z którego do plaży mieli 3 minuty. Reszta naszych kolegów udała się w drugim kierunku - do Kapsztadu, by w dwupiętrowym, otwartym autobusie zwiedzić miasto. Uważamy, że rodziny świetnie zagospodarowały nam czas i wszyscy możemy być zadowoleni.

 

Dzień 9

Poniedziałek, 3.02.2014 r. Dzisiejszy dzień już od samego rana zapowiadał się wyjątkowo. Zaraz po tym, jak w zamieszkiwanych przez nas domostwach rozległy się dźwięki budzików, każdy z nas z niewątpliwym uśmiechem na ustach zabrał się za ubieranie naszego słynnego, “lotowskiego munduru” - nie pomijając rzecz jasna krawatów! W naszych szkolnych strojach wyjściowych, odkładanych specjalnie na ten dzień, mieliśmy wystąpić – po raz pierwszy poza Cieszynem – na uroczystym apelu, zwoływanym przez rektora tradycyjnie w poniedziałki.

Obejrzyj fotorelację - cz. 9

Wciąż zestresowani przed prezentacjami, które planowo mieliśmy wygłosić, spotkaliśmy się juz przed godzina 8: 00 w sali p. Conradie. Gdy przyszła, przekazała nam zaskakującą wiadomość: “Apel nie może się odbyć!”. Z powodu powodzi nastąpiło uszkodzenie prądu w auli, w związku z czym nasz występ został odwołany, zaś rektor specjalnie dla nas przesunął termin uroczystego zebrania na czwartek.

Rozpoczęły się wiec przygotowania do tradycyjnego juz “Planu B”. Chłopcy przebrali się w nieco lżejsze ubrania, dziewczyny zaś musiały (niektóre po prostu chciały Js) pozostać w reprezentacyjnych, odświętnych strojach (w których, nota bene, prezentują się niezwykle atrakcyjnie, co można stwierdzić oglądając załączone zdjęcia - refleksja administratora:), by przypadkiem nie zgorszyć gospodarzy z PRG ewentualnym “targowiskiem próżności”. Plan B zapowiadał się następująco:  mieliśmy rozpocząć warsztaty muzyczne nieco wcześniej, zaś punktualnie o godzinie 13: 00 wyruszyć w drogę do Kapsztadu.

Tak też się stało. Warsztaty prowadził zespół “Einshoch6”, którego koncertu mieliśmy okazje wysłuchać w ubiegły piątek. Na samym początku muzycy zaprezentowali nam piosenkę, do której później razem ułożyliśmy słowa. Następnie grupa chłopców udzielających się w szkolnej orkiestrze, zabrała się za jej odgrywanie, my zaś wyrapowalismy wspólnie stworzony utwór. Po skończonych warsztatach podziękowaliśmy muzykom, zaprosiliśmy do Polski, oni zaś podarowali nam torby, będące reklamą ich nowego albumu.

Punkt 13: 00, wyruszyliśmy w dalsza drogę. Po dotarciu do Kapsztadu usłyszeliśmy, ze p. Conradie najprawdopodobniej złamała nogę. Nie była to wesoła wiadomość, jednak nie mogliśmy pozwolić sobie na zwłokę, a wiec, czym prędzej załadowaliśmy się na statek, który przybił do Robben Island. Tam czekał na nas autobus, który zabrał nas w podróż po wyspie, będącej dawnym więzieniem dla niewygodnych władzy osób. Pani przewodnik opowiadała nam o obozie, o poszczególnych jego częściach I jego historii. Zobaczyliśmy cele, w której przez kilkanaście lat przebywał Nelson Mandela, mieliśmy okazje posłuchać mężczyzny, który również był tamtejszym więźniem, po czym pełni wrażeń powróciliśmy na statek. W drodze powrotnej morze było znacznie bardziej wzburzone, co tym bardziej ucieszyło uczniów: tak Polaków, jak i towarzyszących nam Południowoafrykańczyków z dwunastej klasy. Wszyscy stali na pokładzie, skacząc na falach wraz z łodzią, nie przejmując się bryzgająca woda. Po przybyciu do brzegu część z nas przemoczona była do suchej nitki, jednak nie zważając na to, wróciliśmy do busa, by o 20: 00 być juz z powrotem w Stellenbosch i zakończyć dzień.

Myślę, ze dzisiejsze doświadczenia są kolejnym wielkim ubogaceniem naszych dotychczasowych wrażeń z RPA. Przeżyliśmy mnóstwo wspaniałych chwil, poznaliśmy niejeden ciekawy fakt z nie tak dalekiej, a nieraz tak okrutnej lokalnej historii i spędziliśmy kilka niesamowitych godzin w doborowym towarzystwie. Niestety w podróży nie towarzyszył nam powszechnie juz znany Herr Alexander Ruhebeck, niemiecki nauczyciel tegoż języka, włoskiego pochodzenia, którego znaczna część naszej grupy pokochała od pierwszego spotkania. Warto wspomnieć też o tym, że dzisiejszego dnia swoje osiemnaste urodziny obchodziła nasza koleżanka Zuzia Kubik, której niejeden z nas mógłby pozazdrościć takich uroczystych rocznicowych “obchodów”.

 

Dzień 10

4.02.2014 r. /wtorek/ Dzisiejszy dzień nie należał do zbyt męczących i wyczerpujących. Cała nasza grupa LOTE wraz z uczniami 11 klasy RPG (czyli naszymi przyjaciółmi z czerwcowej i obecnej wymiany) wybrała się na przyjemną wycieczkę do Kapsztadu.

Obejrzyj fotorelację - cz. 10

Na początek odwiedziliśmy Science Center, gdzie Goethe-Institut  zorganizował bardzo ciekawą wystawę“Musik-X” oraz warsztaty  muzyczne. Zostaliśmy podzieleni na 4 polsko-afrykańskie grupy, a następnie po obejrzeniu multimedialnych prezentacji razem rozwiązywaliśmy zadania dotyczące poszczególnych gatunków muzycznych - Indie, Pop, Hip-hop i Techno. Później przystąpiliśmy do konkursu “Suedafrikaner gegen Polen”, w którym mieliśmy za zadanie dopisywać do poszczególnych liter alfabetu wszystkie znane uczniom zespoły i sąowa kojarzace się nam z muzyką (oczywiscie auf Deutsch!). Mieliśmy przy tym sporo zabawy i uciechy :) Przed południem opuściliśmy budynek i udaliśmy się w kierunku… Góry Stołowej, która  znajduje się na światowej liście UNESCO! Jednak zanim tam dotarliśmy, mieliśmy godzinkę wolnego czasu na zakupienie “suwenirów”. Gdy niezawodny pan kierowca podwiózł nas już pod wyciąg kolejki, mogliśmy wreszcie wyjechać na sam szczyt i wędrowaliśmy każdy na wlasną rękę! A na górze… widoki CUDOWNE (ach, cudowne to malo powiedziane). Człowiek by tylko ogladał i podziwiał bez końca, a my mieliśmy niestety tylko godzinę. Ok. 15:30 musieliśmy już wracać, ponieważ nasi “rodzice” mieli nas odebrać o 17:00 (nie wspomnę już, że nasi aktywni gospodarze mieli popoludniowe zajęcia sportowe, na których nie mogło ich zabraknąć). Podsumowując, dzień był bardzo udany i bogaty w niezapomniane wrażenia. Pogoda była (rzecz jasna) słoneczna i wręcz idealna na takie wojaże. Mam nadzieję tylko, że tym razem wszyscy posmarowali się kremem z filtrem i nie spiekli się na raczka.

 

Dzień 11

5.02.2014 r./środa/. Za nami kolejny cudowny dzień w RPA. Zaczął się on w szkole. Na zajęciach języka niemieckiego kontynuowaliśmy nasze projekty. Każda klasa przygotowywała inny temat, m.in. Wałęsa i Mandela, muzyka. Zajęcia hospitowała Pani Kirstin Buchhorn z Konsulatu Generalnego Niemiec w Kapsztadzie. Nasze projekty bardzo jej się podobały i była pod wrażeniem różnorodnych aktywności i stosowanych przez nas narzędzi internetowych, które umożliwiają współpracę na żywo i online. Po lekcjach wybraliśmy się na ostatnie zakupy.

Obejrzyj fotorelację - cz. 11

Pieniądze roztrwoniliśmy głównie na pamiątki. Do najbardziej popularnych można zaliczyć breloki i magnesy. Jednak zajrzeliśmy też do supermarketu. Nie moglibyśmy wrócić bez typowych, południowoafrykańskich przysmaków (np. suszone mięso, suszone owoce tropikalne). Po południu wszyscy spotkali się na Bring Braai w domu jednego z uczniów Paul Roos Gymnasium. Braai to tutejsza nazwa grilla. Każda rodzina przyniosła ze sobą coś do jedzenia, więc wybór był naprawdę duży. Podczas gdy rodzice rozmawiali przy winie, młodzież bawiła się na basenie. Nie zabrakło grania w piłkę, tańców, skoków i innych szaleństw. Jednak kiedy przyszło ustalić ostatnie szczegóły dotyczące wyjazdu, zdaliśmy sobie sprawę, że nasza przygoda dobiega końca. Właściwie był to nasz ostatni wspólny wieczór. Nie chcieliśmy jednak smucić się wyjazdem, więc staraliśmy się korzystać z każdej pozostałej chwili. W świetnej atmosferze zakończyliśmy braai i imprezę pożegnalną w jednym.

 

Dzień 12

6.02.2014 r. /czwartek/ Niestety nadszedł ostatni dzień pobytu w RPA. Do szkoły przyjechaliśmy w naszych reprezentacyjnych „mundurkach”, by spotkać się z dyrektorem Paul Roos Gymnasium panem Jannie van der Westhuizen. Później odbyły się nasze ostatnie lekcje, podczas których podsumowaliśmy tutejsze zajęcia m.in. prezentacją o Nelsonie Mandeli oraz Lechu Wałęsie. Był to też czas pożegnania z poznanymi ludźmi. Na koniec mogliśmy obejrzeć trening najlepszej w Paul Roos Gymnasium drużyny rugby.

Obejrzyj fotorelację - cz. 12

O godzinie 17:00 wyruszyliśmy na lotnisko w Cape Town w towarzystwie naszych afrykańskich przyjaciół. Oczywiście nie obyło się bez łez. Nie mogliśmy zrozumieć, jak to możliwe, że nasze kilkanaście dni pobytu minęło tak szybko. Podróż do domu trwała około 24 godzin, z czego lot z Kapsztadu do Londynu upłynął wszystkim w sennej atmosferze , a w dalszej drodze po zobaczeniu zimowej aury zaczęliśmy tęsknić za słońcem Afryki ;). Podsumowując całą podróż myślę, że było to niezwykłe przeżycie, które na zawsze pozostanie w naszej pamięci.