• jublote2.png
  • jublote3.png
  • jublote4.png
  • jublote5.png

Mówi się, że Cieszyn to mały Wiedeń, jednak my zapragnęliśmy zobaczyć ten większy, prawdziwy. Przekonaliśmy więc kogo trzeba i 14 grudnia 2017 r. ruszyliśmy do stolicy Austrii.

Po drodze zahaczyliśmy o Morawy, a dokładniej o przepiękne i całkiem duże miasto, Ołomuniec. Zobaczyliśmy między innymi pałac biskupi, gdzie 2 grudnia 1848 roku proklamowano Franciszka Józefa na Cesarza Austrii, kolumnę morową, misternie zdobiony zegar Ratusza oraz wiele kościółków i katedrę, w których mogliśmy na żywo przyjrzeć się różnym stylom architektonicznym. Nie samym zwiedzaniem jednak człowiek żyje, więc odwiedziliśmy również ołomuniecki jarmark bożonarodzeniowy (jako przedsmak tego, co miało nas czekać w Wiedniu), a – w drodze do pensjonatu – Aquapark Moravia.

Wieczorem dotarliśmy do naszego hoteliku, gdzie czekała już na nas gorąca obiadokolacja.

Następnego dnia ruszyliśmy, bardziej lub mniej przytomni, w kierunku granicy austriackiej. Wiedeń od pierwszych chwil zrobił na nas ogromne wrażenie. Pani pilot pokazała nam najpiękniejsze miejsca i budowle wzdłuż Ringu, czyli ulicy okalającej centrum miasta. Wśród wszechobecnej secesji wiedeńskiej, bardzo wyróżniał się jeden budynek – Hundertwasserhaus. Brak kątów czy bardzo krzykliwe kolory nie były tam niczym dziwnym. Później trzeba było wysiąść z ciepłego autobusu (ale zapewniamy, było warto), ponieważ kolejnym punktem programu było Muzeum Sisi w Hofburgu. Wnętrze oszołomiło nas mnogością przedmiotów, związanych z cesarzową, jednak jako dość duża grupa, musieliśmy uważać, żeby czegoś nie staranować. Następnie przyjrzeliśmy się z bliska katedrze św. Szczepana, a  potem podążyliśmy w kierunku dwóch bliźniaczych budynków, w których mieszczą się Muzeum Sztuki i Muzeum Historii Naturalnej. Mogliśmy wybrać, które chcemy zobaczyć.

W całym mieście wyraźnie było czuć, że już za tydzień święta. W wielu miejscach powstały jarmarki bożonarodzeniowe. Wybraliśmy ten największy i przez ponad godzinę buszowaliśmy pomiędzy stoiskami w poszukiwaniu najlepszych łakoci. Niektórzy poszli posłuchać kolęd do ratusza. Kiedy każdy kupił już wszystko, na co miał ochotę, zmęczeni ruszyliśmy w drogę powrotną. Był to naprawdę miło spędzony czas.

Aleksandra Czudek