• budynek2.png
  • IMG_3379.JPG
  • klasa.jpg
  • rpa.png
  • rpab1.png
  • rpab2.png

Podróż

W poniedziałek 1 czerwca 2015 r. rozpoczęła się, planowana od roku, podróż na daleką wyspę Reunion, leżącą na Oceanie Indyjskim. 14 osób śpiewających w chórze LOTE/GTE oraz 11 uczniów z zaprzyjaźnionego LO im. M. Kopernika z Katowic, wyruszyło z lotniska w Warszawie do Paryża.

Zapraszamy do obejrzenia:

Ponieważ przylecieliśmy na międzynarodowe lotnisko Charles de Gaulle, zaś nasz samolot na Reunion odlatywał z lotniska Orly, obsługującego loty wewnątrz Francji, przejazd zajął nam prawie dwie godziny. Wyspa Reunion to dla Francuzów nie zagranica, choć jest oddalona ponad 9.300 km od Paryża i leży na półkuli południowej. Reunion jest zamorską posiadłością Francji, podobnie jak Gujana, Gwadelupa czy Martynika, a jej powierzchnia to zaledwie 2500 km kw.

Podróż z Paryża do Saint-Denis (stolicy wyspy) zajęła nam prawie 11 godzin. Dodatkowo straciliśmy dwie godziny, bo tyle wynosi różnica czasu. Lecieliśmy wzdłuż wybrzeża włoskiego, potem samolot skierował się w stronę Egiptu. Przelecieliśmy nad Sudanem i Etiopią, zaś równik przekraczaliśmy już nad Oceanem Indyjskim.

Lotnisko w Saint-Denis powitało nas flagami Francji, Wyspy Reunion i… Unii Europejskiej. Jako zamorski departament Francji, Reunion jest także jej częścią. Ma to dla nas praktyczny wymiar – tutejsza waluta to Euro, a stawki operatorów sieci telefonii komórkowej są takie same jak w Europie!

W Saint-Denis czekała na nas Katherin – prowadząca zespół, który w Cieszynie gościliśmy w ubiegłym roku. Po prawie dwóch godzinach jazdy z północy wyspy na południe do Saint-Joseph, w zaprzyjaźnionym liceum spotkaliśmy czekających na nas znajomych z zespołu. Nasi przemili gospodarze zgotowali nam ciepłe powitanie, smaczny posiłek i odpoczynek po długiej podróży. Pozamykali też szczelnie okiennice, aby nie budził nas huk oceanu. Tego dnia już nic nie mogło zakłócić upragnionego snu.

 

Tam gdzie rośnie pieprz i wanilia

Już pierwszego dnia pobytu 3 czerwca 2015 r. pojechaliśmy do pobliskiego miasteczka Saint-Philippe, gdzie najważniejszym punktem programu jest zawsze zwiedzanie ogrodu botanicznego przypraw. Czego tam nie ma! Przypomniały nam się programy podróżnicze Elżbiety Dzikowskiej i Tony Halika „Pieprz i wanilia”. W ogrodzie botanicznym rosną wszystkie możliwe rośliny wyspy, z których pozyskuje się przyprawy: pieprz, wanilia, cynamon, gałka muszkatołowa, goździki, kardamon, curry, kakao, kawa, kurkuma. Mogliśmy je dotknąć, spróbować i dowiedzieć się o ich szczególnych właściwościach, wykorzystywanych przez miejscową ludność od lat. Nasz przewodnik opowiadał na przykład, że goździki mają właściwości znieczulające i paraliżujące, wykorzystywano je więc w medycynie ludowej, a w szczególności w uciążliwych bólach zębów. Zapachy i smaki unoszą sie wokół, tym bardziej, że na miejscu przygotowuje się je do sprzedaży. Laski wanilii są suszone i lekko prostowane, potem sortowane pod względem długości i rodzaju (okazuje sie, że najlepsza wanilia jest zrywana, kiedy zaczyna więdnąć).

Flora wyspy jest nieprawdopodobnie bujna. Rośliny, które u nas rosną w doniczkach, są tutaj ogromnymi drzewami – podziwiać można fikusy, kauczukowce i różnorodne palmy, na których dojrzewają kilkukilogramowe kokosy. Miejscowi ostrzegli nas, że spadające dojrzałe kokosy mogą zranić! Wszechobecne bananowce uważane są za trawę, a banany dojrzewają cały rok. Tutejsze banany są mniejsze i bardziej słodkie od tych, które kupujemy w naszych sklepach. Przed oknem naszego tutejszego domu rośnie awokado, są papaje, ogromne drzewa liczi. Szkoda, że owoce liczi dojrzewają dopiero w listopadzie, za to rozmaitość konfitur, miodu i soków jest niesamowita. Pełną różnorodność owoców i warzyw mamy okazję zobaczyć na miejscowym targu, gdzie mienią się owoce goji, gujawy, granaty, chuchu, i wiele innych.

W piątek 5 czerwca 2015 r. pojechaliśmy do Saint-Gilles skąd wypłynęliśmy na Ocean Indyjski, aby obserwować bawiące się kilka kilometrów od brzegu delfiny, które prezentowały różne akrobacje – było nawet potrójne salto!

Z Saint-Gilles pojechaliśmy do stolicy Reunion – Saint-Denis. Miasto założone w XVIII w. liczy dziś około 140 tys. mieszkańców. Tutaj urzęduje gubernator departamentu, a my mieliśmy przyjemność wystąpić wieczorem w najbardziej prestiżowej sali w budynku Urzędu Miasta. Koncert zorganizowała międzynarodowa organizacja Lions Club.

 

Koncerty

Za nami pracowity tydzień, podczas którego każdego dnia młodzież występowała na koncertach.

Najbardziej intensywny był czwartek, 4 czerwca 2015 r. Do południa wzięliśmy udział w koncercie dla dzieci i młodzieży z miasta, w którym mieszkamy – Saint-Joseph. Przekrój wiekowy publiczności był bardzo duży. Na sali znalazły się nawet kilkuletnie dzieci, które reagowały na muzykę najbardziej żywiołowo – machały rękami, wznosiły głośny aplauz. Elektryzowały entuzjazmem. Wieczorem koncertowaliśmy przy pełnej sali dla mieszkańców. Nasza młodzież śpiewała pięknie, a spektakl bardzo się podobał. To duża satysfakcja dla chóru oraz jego twórców – Jean Claude i Małgorzaty Hauptmannów.

W piątek, 5 czerwca 205r., spektakl przedstawiany w Saint-Denis, miał inną oprawę, choćby ze względu na salę, w której się odbył. Publiczność też zupełnie inna – głównie członkowie Lions Club. Ale i tę publiczność naszym artystom udało się porwać i rozpalić.

W sobotę, 6 czerwca 2015 r., na kolejnym koncercie – tym razem Koncercie młodych talentów –kilku naszych śpiewaków wystąpiło ze swoimi utworami. Do domu wróciliśmy późno, ale przed nami niedziela i, jeśli pogoda nie spłata nam figla, dzień spędzimy na plaży.

 

Relacja Janka Ch.

Reunion to niezwykła wyspa, aż chciałoby się rzec, że to raj na ziemi. Już od pierwszego kroku na lotnisku mogłem poczuć jej niezwykły klimat, dosłownie! Powietrze jest zjawiskowe, na początku czułem się jak w szklarni, ale z czasem do tego przywykłem. Przyroda na Reunion to coś pięknego. Rosną tu bananowce wśród wąskich uliczek, pełnych kolorowych domów. Na każdym z nich zainstalowane są panele słoneczne (jak ekologicznie!), to przykuło moją uwagę. Rosną tu dziesiątki rożnych tropikalnych owoców, przypraw i endemicznych gatunków. Botanicy byliby tu w siódmym niebie.

Mieszkam u niezwykle milej rodziny, wszyscy troszczą się o mnie i dbają o to, by nigdy mi niczego nie zabrakło. Mam okazję razem z innymi uczniami jeździć szkolnym autobusem, chodzić wśród murów ich szkoły i wspólnie odkrywać magię tego miejsca. Na Reunion żyją ludzie wielu ras, kultur, a co za tym idzie i religii. Mimo iż dominuje tu katolicyzm, to jednak razem z kościelnymi dzwonami usłyszeć można również śpiew muezina. Poza tym, wspólnie z innymi chórzystami daliśmy już kilka koncertów, nie obyło się na żadnym z nich bez owacji na stojąco.

Nasz wyjazd to nie tylko praca, dzisiaj dla przykładu cały dzień spędziliśmy na plaży. Niestety pogoda nam nie dopisała, słońce nie świeciło, a wiatr sprawiał, że każdy bał się chociażby zanurzyć stopę w oceanie, w obawie przed potężnymi falami. Nie przeszkodziło nam to jednak miło spędzać czas w gronie przyjaciół, robiąc sobie wzajemnie zdjęcia, kosztując rożnych potraw i szlifując swój francuski.

Nasze tournee wkrótce dobiegnie końca. Jestem jednak pewien, że nie tylko ja zapamiętam Reunion jako miejsce pełne cudów natury i wielu przygód. Myślę, że to początek pięknej przyjaźni między LOTE, a Lycee Pierre Poivre w Saint-Joseph…

 

Relacja A.K.

Siódmego dnia naszego pobytu na wyspie wyruszyliśmy rano, aby zobaczyć dolinę rzeki, która teraz może przypomina górski potok, jednak w okresie letnim, kiedy przychodzą deszcze, jest rozległą rzeką. Maszerowaliśmy wzdłuż koryta 3 godziny. Po drodze mogliśmy podziwiać tropikalny las oraz skały, porośnięte gęsto roślinnością. Jednak największe zainteresowanie wzbudził zauważony przez nas kameleon. Następnie zeszliśmy nad wybrzeże, gdzie zjedliśmy drugie śniadanie. Ci z nas, którzy usiedli zbyt blisko brzegu, zostali kilkakrotnie ochlapani morskimi falami, które rozbijając się o skały niespodziewanie urastają do kilkumetrowej fontanny. Później autobus zawiózł nas do oceanarium, gdzie obserwowaliśmy żółwie morskie, dowiedzieliśmy się również w jaki sposób możemy je ochraniać. Po obejrzeniu zwierząt powróciliśmy pod szkołę, gdzie czekały na nas rodziny goszczące.

 

Wtorek, 9.06.2015 r.

Kolejnego dnia naszej wyprawy zwiedzaliśmy pobliskie miasteczko Saint-Pierre. Oprowadzał nas po nim pan Jean-Claude Hauptmann który doskonale sprawdził sie w roli przewodnika. Byliśmy w chińskiej świątyni oraz w meczecie, który został nam pokazany przez pewnego starszego muzułmanina. Pokazał on nam ciekawą część meczetu, a właściwie minaretu, z której muezin pięć razy dziennie wzywa do modlitwy. W Saint-Pierre muezin nawołuje (przez mikrofon) do modlitwy tylko trzy razy dziennie, a to dlatego, aby nie zakłócać ciszy porannej pozostałym mieszkańcom.

Niestety nie mogliśmy tam długo zabawić ponieważ śpieszyliśmy sie do miejscowego liceum. Gdy tam dotarliśmy, zjedliśmy obiad na stołówce z tamtejszymi uczniami, którzy byli dla nas bardzo mili. Po posiłku przyszedł czas na próby i na nasz ostatni występ na wyspie, przed szkolną publicznością. Po tak spędzonym dniu powróciliśmy do domów goszczących nas rodzin.

 

Środa, 10.06.2015 r.

Wstaliśmy wcześnie rano, aby już o godz. 7.00 wyjechać na niecodzienną wyprawę – na wulkan Piton de la Fournaise (2632 m.n.p.m.). Emocje były tym większe, że jest to jeden z najbardziej aktywnych wulkanów na świecie. Najpierw musieliśmy krętymi drogami dojechać autokarem na masyw wulkanu, a potem już na wysokości 2000 m. ruszyliśmy w niełatwą drogę. Widoki były tak niecodzienne, że wydawało się jakbyśmy się znaleźli na powierzchni Księżyca! Najpierw ujrzeliśmy mniejsze kratery i zastygłą lawę o różnych barwach i kształtach. Potem ogromne formy skamieniałej lawy układającej się w kształt powrozów, popioły i niewielkie kamyki – pumeksy o niemal czarnej barwie. Po takim podłożu podchodziło sie najtrudniej, jednak w miarę przybliżania się do krateru, zastygła lawa tworzyła coraz twardsze podłoże, ale też coraz bardziej strome. W końcu po 3 godzinach wspinaczki i przy niewiarygodnie szybko zmieniającej sie pogodzie, dotarliśmy na stromy stok stożka krateru. Zachowując zrozumiałą ostrożność zaglądaliśmy w rozległe oko krateru. Średnica dochodziła pewnie do kilometra, ale dno było niewidoczne. Ostatnia erupcja miała miejsce w 2010 r., a kilka tygodni temu sejsmolodzy odnotowali wzmożoną aktywność. Zdobycie tego wulkanu było wielkim wyczynem, ale to nie odległość (ok. 13 km marszu) stanowiła największą trudność lecz strome zbocza i trudne podłoże. Większość z nas jednak dała radę, a wysiłek został nagrodzony widokiem, który zapierał dech w piersi. Bardzo zmęczeni, ale usatysfakcjonowani wróciliśmy do Saint-Joseph, do naszych tutejszych domów.

Szkoda, że przygoda z wyspą Reunion się kończy. Ponieważ jednak podpisane zostały porozumienia partnerskie pomiędzy naszymi szkołami, jest nadzieja na ciąg dalszy egzotycznych przygód Lotersów.