• ban06.jpg
  • ban07.jpg
  • ban08.jpg
  • ban09.jpg
  • ban10.jpg
  • ban11.jpg

Nadszedł czas na kolejną edycję trwającej od 2008 roku wymiany Cieszyn – Stellenbosch! Pierwsze spotkanie uczniów naszych szkół odbyło się w Wiedniu w 2010 roku dzięki współpracy germanistek pani Justyna Soboty z LOTE i pani Alet Conradie z Paul Roos Gymnasium w Stellenbosch, a już następne cztery miały miejsce w Polsce oraz w RPA.

I tak właśnie, my jako uczestnicy piątego wyjazdu LOTE do Republiki Południowej Afryki mieliśmy możliwość 15 lutego 2020 r. rozpocząć naszą długo wyczekiwaną afrykańską przygodę.

Po długiej, trwającej prawie dobę podróży, wieczorem zameldowaliśmy się w domach naszych host family, jednak nie mogliśmy liczyć na zbyt długi wypoczynek, gdyż już następny dzień był pełen wrażeń od samego rana. Od zapierających dech w piersiach widoków w Cape Point (najbardziej wysunięty na południowy zachód punkt Afryki) po PINGWINY (owszem, pingwiny w Afryce!), które wywołały szczególnie dużo emocji. Jak w każdy inny poniedziałek, tak nasz tydzień również rozpoczął się od szkoły, choć ta różni się nieco od LOTE… Zaczęliśmy pracę nad projektami z języka niemieckiego z różnymi klasami Paul Roos Gymnasium, co umożliwiło nam poznanie innych uczniów, którzy nie brali udziału w wymianie. Natomiast wieczorem mieliśmy okazję obejrzeć mecz rugby, i choć zasady gry nadal pozostają dla nas tajemnicą, nie przeszkadzało nam to w świetnej zabawie. Później mieliśmy możliwość zobaczyć jedną z największych atrakcji turystycznych RPA - Table Mountain, czyli Górę Stołową, prawdziwy cud natury (UNESCO miało rację wybierając ją jako jeden z 7 Nowych Cudów Natury). Widok na Kapsztad z samej góry był niesamowitym przeżyciem. Tego samego popołudnia spacerowaliśmy również wśród afrykańskiej roślinności w Ogrodzie Botanicznym Kirstenbosch. Kolejne dni również obfitowały we wszelakie atrakcje, zwiedziliśmy Stellenbosch i poznaliśmy historię miasta, zobaczyliśmy Franschhoek i The Huguenot Memorial Monument oraz jedyny monument na świecie poświęcony językowi, czyli Pomnik Afrikaans w Paarl. Pełen wrażeń tydzień zakończyliśmy wizytą w parku linowym i tak wkroczyliśmy w weekend, który każdy z nas spędził zupełnie inaczej, gdyż każda z goszczących nas rodzin zapewniła nam inne, lecz niezapomniane wrażenia.

Drugi tydzień naszej wyprawy rozpoczęliśmy ekscytującym wyjazdem do Villiera Estate, gdzie mieliśmy możliwość wziąć udział w prawdziwym safari. Mogliśmy tam zobaczyć niesamowite żyrafy, zebry, kudu oraz springboki czyli skoczniki antylopie w ich prawie naturalnym środowisku. We wtorek nadszedł czas podsumowania i zaprezentowania naszych projektów z niemieckiego: z uczniami klas dziesiątej, z którymi nawzajem się przedstawiliśmy, jedenastej – Deutsche Erfindungen oraz dwunastej – Wohnwelten. Po tym szczęśliwi udaliśmy się na jedną z dalszych atrakcji, którą było zwiedzanie winnicy Koelenhof, dzięki czemu zbliżyliśmy się do wiekowej tradycji mieszkańców Stellenbosch, czyli hodowli winogron i wytwórstwa wina. Nasz ostatni zorganizowany przez szkołę Paul Roos Gymnasium dzień okazał się jednym z najbardziej zróżnicowanych podczas całej wymiany. Spędziliśmy wiele świetnych godzin w Kapsztadzie gdzie m.in. udało nam się zrobić wielkie zakupy w halach targowych, przejechać całe miasto tzw. Red Busem, z którego górnego poziomu podziwialiśmy zarówno miejski krajobraz, jak i patrzyliśmy ostatni raz na Górę Stołową oraz spędziliśmy kilka godzin na plaży, łapiąc ostatnie promienie słońca (co dla niektórych skończyło się całkowitym spaleniem się w ramach pożegnania z Afryką). Ten owocny dzień zakończyliśmy wieczornym braai – tradycyjnym „rpańskim” grillem, na którym obecne były również nasze host rodziny, co pozwoliło na ostatnie chwile integracji. Czwartek pozostawiony został do zorganizowania indywidualnie przez nasze host panie mamy i panów tatów, więc każdemu udało się zobaczyć i odkryć co innego, lecz na uwagę na pewno zasługują odwiedzimy sanktuarium dla gepardów, karmienie lwów i tygrysów oraz ponowne odwiedziny pingwinów.

Wieczorem nadszedł moment, którego nikt z nas nie pragnął, lecz był niestety nieunikniony: pożegnanie z rodzinami, przyjaciółmi i afrykańską pogodą. Nie obyło się bez łez nawet ze strony naszych host mam, które w większości stwierdziły, że chętnie by nas zaadoptowały… Gorzko-słodkiego nastroju dodawał fakt ostateczności pożegnania, wymiana wraz z tym wieczorem została całkowicie zakończona, nie było więc miejsca na „Do zobaczenia za rok u nas!”

Martyna Dorda